Pozytywne szkolenie psów

ROSSA

ROSSA

Cześć Psiaki… i „Pańcie”
To ja… Rossa. Urodziłam się 18 maja 2011 r.…
Wiecie… jak miałam 10 tygodni to Pańcio chciał, żebym była mądra… Zapisał mnie do psiego przedszkola… Pewnej niedzieli przyjechała do nas jakaś Pani, czekaliśmy na nią na dworze. Była taka miła… a jak pachniała!!! …pieskami!!!… Nic nie krzyczała, zachęcała do zabawy a potem zaczęła czymś klikać, coś pokazywać klik… i zaraz był smakołyk… Przecież jak dają to trzeba brać… i brałam…! Ta Pani to czarodziej jakiś czy co? Przecież ja jej nie znałam a ona mnie tak przekabaciła, że robiłam, co mi kazała. No i już następnego dnia pojechałam z nimi na jakieś Psie Ranczo… Trochę jazdy autem z Gorzowa… jakieś 10 km, do Lalewa czy jakoś tam… eee… chyba Gralewa…
Jak tylko weszłam na plac, to „przeleciały” nade mną i po mnie jakieś psy, przeturlały mnie po ziemi aż piszczałam, potem zleciały się, aby mi dupkę wąchać… no to ja im też powąchałam i potem to już było fajnie. Zaczęliśmy biegać po placu… trochę się na początku bałam, bo były takie wielkie…, ale za chwilę to ja je goniłam, obszczekałam, podgryzałam… brykałam jak szalona… Ta Pani, co była u mnie w domu… Kasia… to jak mnie tu zobaczyła to mówiła, że mam adehade…, co to jest, nie wiem, ja sobie tylko szalałam z pieskami… i tak robię do dziś…
A to psie przedszkole to taka „szkoła” dla młodych piesków. Szkoła jest później, jak się trochę podrośnie. Tam na Ranczo jest kilka placów, do biegania dla małych piesków, dla dużych, do szkolenia, do ćwiczeń z takim talerzem i potem z ławkami, kołkami, rękawami…
Na początku dwa razy w tygodniu miałam socjalizację z innymi pieskami, a raz w tygodniu to Pan się szkolił… hiii… a ja z nim. Klikał mi nad uchem a ja chodziłam przy nim bez smyczy, ze smyczą, siadałam, leżałam, podawałam łapę i było fajnie. Przy okazji dostawałam smakołyki i wszyscy się cieszyli i bawili się ze mną fajnie. Ale ja najbardziej lubiłam socjalizację… hii… raz przez dziurę w płocie przelazłam do dużych piesków i z nimi to chyba było lepiej… tak mnie obwąchiwały, że im nawet brzuszek pokazywałam… głupie… nic mi wtedy nie zrobiły, bo wszyscy pilnowali… a potem jak z nimi ganiałam… to wszyscy tylko podziwiali… Duże pieski były fajniejsze, bo szybciej biegały i miałam co gonić… A potem to mi się tak dobrze spało.
Pani na początku tłumaczyła, że wejście do przedszkola mają tylko pieski szczepione, nad tym czuwa Pan wete…arz, czy jak tam… Mój osobisty weterynarz też mówił, że po szczepieniach, jakie miałam, można się bawić z pieskami i to jest bezpieczne.
Pani Kasia … bardzo ją lubię, bo jest taka miła, zawsze jak przyjdzie to mnie tak wygłaska…
Teraz mam już 15 miesięcy… Ile się mój Pan na tym Ranczo nauczył… ja też, coraz lepiej się rozumiemy i dzięki naszej wspólnej nauce, pod kontrolą Pani Kasia, jest coraz lepiej, chociaż ja jestem czasem nieposłuszna. Pana kocham, tylko jestem taka ciekawska i jak mi coś pachnie to muszę… MUSZĘ!!!… tam lecieć… Wszystko mnie interesuje. Pieski, dzieci, ludzie… ze wszystkimi muszę się natychmiast przywitać… Chyba mnie też lubią, bo często mnie zapraszają na spotkania z „trudnymi” pieskami… Ja jestem zabawowa, dużo biegam, zachęcam do gonienia każdego i pewno dlatego jestem taka „terapeutka”… „Udzielałam” się dla Heksy, Delona, Covera…, ale on piękny, szkoda, że nie rudy jak ja…
A czy ja już wszystko umiem? Na pewno nie… ja jestem seterką irlandzką i mam w genach wolność i swobodę… kocham bieganie, węszenie i myszkowanie w polu i zaroślach, jestem wszędobylska i ciekawska… nie jestem karnym owczarkiem i pewno nie będę chodziła jak „zegarek”, ale powoli, powoli coraz lepiej dogaduję się z Panem i cieszę się jak on się cieszy z moich postępów… On jest cierpliwy i wyrozumiały i jest nam ze sobą dobrze… A Pani Kasia mówi, że za jakiś czas na pewno będzie jeszcze lepiej, bo z wiekiem to i pies mądrzeje… I ma rację, bo niedawno zdobyłam Puchar Rancza i złoty medal za tytuł „Najbardziej posłuszny pies”
Na Psim Ranczo jest kapitalnie.
Zapraszam Was tu wszystkie pieski, pogadajcie z tymi „dużymi” z drugiego końca smyczy… Tu jest fajnie, bo nie musicie robić slalomów między kupkami jak w parkach i na skwerach… Tu właściciele zawsze muszą sprzątać po nas, jest czysto… jak tu się nauczą, to może i w innych miejscach będą też sprzątać!!! Tu można pobiegać i spotykać się ze wszystkimi psami i można się z nimi bawić do woli, a nie jak w parkach… gdzie Państwo odciągają nas na smyczy albo biorą na ręce jak zobaczą innego psa w pobliżu. Tam ciągle słyszymy nie rób, nie wolno, zostaw, fuj… a tu biegamy luzem i bez kagańców, tu jesteśmy bezpieczne… Place są ogrodzone, nie jeżdżą samochody i możemy pobyć same ze sobą w naszym psim świecie… wąchać się, skakać, szarpać, gonić i przekomarzać po psiemu… tylko nie wolno gryźć i być agresywnym… Wtedy wkraczają do akcji „dwunożni” i za chwilę jest porządek i zgoda… Tu wszyscy Państwo są jacyś inni i na tyle nam pozwalają… tu jest inny świat i jak mój Pan mówi „jedziemy na Ranczo”, to o mało mi ogonek nie odpada od…, tak się cieszę, że jak przed bramką wysiadam, to Pan fruwa na drugim końcu smyczy, tak lecę, aby jak najszybciej się ze wszystkimi witać.
Przyjeżdżajcie tu ze swoimi Pańciami, bo tu się można wiele nauczyć. Warto, bo nie ma nic lepszego na świecie jak to, kiedy pies jest mądry i kocha Pańciów, a szczęśliwi Pańcie kochają swego mądrego i dobrego dla wszystkich psa.
Rossa

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *